20 sie 2014

Rozdział 1

Lauren


Układałam swoje ciuchy na półce w szafie, którą Daniel oczyścił specjalnie dla mnie. Nuciłam pod nosem piosenkę, ciesząc się dniem w stu procentach. Pogoda była wręcz idealna na spacer po plaży, ale niestety, musiałam się rozpakować i zająć się innymi sprawami organizacyjnymi. Jednak nie było opcji, żeby zajęło to całe szesnaście godzin. Postanowiłam, że wieczorem zrobię małe obeznanie terenu. Jeszcze nie miałam okazji odwiedzić rodziny, a to także miałam zapisane na liście jako ważny punkt.
W mieszkaniu było zdecydowanie za cicho. Dan wyszedł do pracy, co znaczyło, że towarzyszyć mi mogła tylko cisza. 
Chyba, że... 
Podeszłam do wieży stereofonicznej i zaczęłam przeszukiwać płyty, ułożone na stojaku obok. Niestety, żadna nie przypadła mi do gustu. Rap nie należał do moich ulubionych gatunków muzycznych, a tutaj znalazłam tylko takie. Zrezygnowana, zaczęłam rozglądać się za komputerem, z którego mogłabym puścić muzykę. W końcu, dostrzegłam czarny laptop. Bez wahania go włączyłam, a gdy po chwili zobaczyłam pulpit, zmarszczyłam czoło ze zdziwienia. Jako tapeta zostało ustawione jedynie czarne tło, na środku którego, widziała jedna ikonka - kosz, a w nim wiele elementów. Dopiero w "starcie" znalazłam jakąś przeglądarkę. Postanowiłam ominąć milczeniem ten mroczny widok, ale jakiś cichy głosik w mojej głowie podpowiadał, żebym wyłączyła laptopa. Przełknęłam głośno ślinę, aż w końcu wypełniłam wolę podświadomości i posłusznie, w ciszy, wróciłam do wypakowywania swoich rzeczy.

Dopiero wieczorem usłyszałam dźwięk klucza, przekręcanego w drzwiach. W podskokach poszłam do przedpokoju, żeby przywitać Daniela, po ciężkim dniu pracy. Od razu po przekroczeniu progu, cisnął aktówką w kąt i rozluźnił węzeł krawatu. Wyciągnęłam ku niemu ręce i zaczęłam się wspinać na palce, ale on po prostu mnie ominął i poszedł prosto do kuchni. Trochę zabolało, jednak mimo to, podreptałam za nim. Najwyraźniej, po prostu miał zły humor, a moim zadaniem było wywołanie uśmiechu na jego twarzy.
– Zrobiłam obiad – powiedziałam, z dumą wypinając pierś. – Nałożyć ci?
W odpowiedzi wydał z siebie ciche mruknięcie i nic więcej.
Ukrywając emocje, nalałam zupy do miski, po czym postawiłam ją przed Danielem. Zajęłam miejsce przy stole, na przeciwko chłopaka. Niemal bez przerwy marszczył czoło lub pocierał skronie; wyglądał na spiętego.
– Dan? – zaczepiłam go.
– Hm? – podniósł na mnie wzrok; nie spodziewałam się tego.
– Coś się stało?
– Nie – odpowiedział krótko i ponownie skupił się na jedzeniu.
Próbowałam, ale wiedziałam, że jeśli za pierwszym razem nie chciał nic powiedzieć, następnym także nie zdradzi swoich myśli. Ze zrezygnowaniem, spojrzałam na swoje dłonie.

– Pójdziemy na spacer? - zaproponowałam.
– Jest noc – odparł bezwiednie. – Chcę spać.
Skinęłam głową, po czym, jak przystało na grzeczną dziewczynkę, zaczęłam przygotowywać się do snu. Ubrałam moją ulubioną piżamę w koty i zaraz po tym, wdrapałam się pod kołdrę. Liczyłam na to, że tym razem Daniel pozwoli mi się dotknąć, bo jak na razie to traktował mnie jak bardzo irytujący powiew wiatru.
Objęłam go w pasie, przytulając się do jego klatki piersiowej. Przelotnie pogłaskał mnie po policzku, a już chwilę potem miał zamknięte oczy.
Po kilku minutach podziwiania twarzy ukochanego, także odpłynęłam do krainy snów.

~✦~

Cały dzień chciałam przeznaczyć na obeznanie się z terenem. Jeszcze przed południem, odwiedziłam ciotkę. Mieszkała przy samym wybrzeżu, więc ta wyprawa była dla mnie jeszcze przyjemniejsza. Spędziłam u niej spokojnie kilka godzin. Po opróżnieniu piątej filiżanki herbaty, poszłam plażą aż do uczelni, gdzie miałam studiować. Gmach uniwersytetu był ogromny, zbudowany w starodawnym stylu, jednakże wyróżniały go nowoczesne dobudówki. Postanowiłam przyjrzeć się budynkowi z bliska. Wykłady miały zacząć się dopiero na następny dzień, ale miałam nadzieję, że nikt mnie stamtąd nie wygoni.
Weszłam na obszerny dzieciniec, otoczony murami. W samym centrum stała niewielka fontanna, aktualnie wyłączona. Wokoło zostały porozstawiane ławki, które aż się prosiły, żeby na nie usiąść.
Przeszłam po kostce brukowej, okrążając atrium. Później, zobaczyłam uchylone drzwi frontowe. Niepewnie weszłam po schodach, po czym zajrzałam do środka. Powitało mnie przyjemne, chłodne powietrze; przeszłam przez próg. Moje kroki odbijały się echem od ścian. Wszystko wskazywało na to, że nikogo nie było w pobliżu, jednak cichutki głosik w mojej głowie podpowiadał, żeby stamtąd wyjść. Nawet nie wiedziałam czy przypadkiem nie łamałam żadnego regulaminu.
Nie zabawiając tam długo, wyszłam na zewnątrz. Na zegarku wybiła szósta, a więc musiałam wracać do domu; Daniel powinien wracać z pracy. Słońce zachodziło za horyzontem, co równało się z niewielkim spadkiem temperatury powietrza. Nie miałam żadnej bluzy, więc rozgrzewałam ramiona, pocierając je dłońmi. Szukając drogi na skróty, weszłam do parku, licząc na szybszy powrót do ciepłego mieszkania.
W owym parku było nadzwyczaj ponuro. Nikt nie spacerował, nie wyprowadzał psa, ani nawet nie biegał czysto dla sportu - żadnej żywej duszy. Zamiast zadowalać się spokojem i ciszą, spanikowałam jakby zaraz miał na mnie wyskoczyć morderca z nożem. Przyspieszyłam kroku. Niestety, ciemność od zawsze była moim wielkim lękiem.
Gdy przechodziłam przez mroczny plac zabaw, usłyszałam przerażające skrzypienie. Rozglądałam się nerwowo, w poszukiwaniu źródła dźwięku. Wtem zobaczyłam lekko rozbujaną huśtawkę. Wprowadzenie jej w ruch, wytłumaczyłam sobie powiewem wiatru. Odetchnęłam i poszłam dalej, zaciskając pięści.
Bum!
Tym razem to nie było zwykłe skrzypnięcie, a huk. Jakby ktoś zeskoczył z dużej wysokości na piasek. Odwróciłam się, jakbym dobrze wiedziała gdzie patrzeć. Nie myliłam się. Ktoś na prawdę wylądował na piasku, a zapewne zeskoczył z gałęzi drzewa, wiszącej nad piaskownicą. Dreszcz przeszedł mnie po całym ciele, na widok zakapturzonej postaci. Był to wysoki chłopak z szerokimi barkami. Dłonie trzymał w kieszeniach czarnej bluzy. Wyszedł z piaskownicy i szedł prosto w moją stronę, na co ja mu automatycznie odpowiedziałam krokiem w tył. Cofałam się powoli, dopóki nie zobaczyłam, stojącego po mojej prawej stronie, innego chłopaka.
Zamarłam w miejscu. Miałam wrażenie, że nogi wrosły mi w ziemię.
Szelest liści z lewej strony - kolejny nieznajomy, na widok którego kompletnie straciłam panowanie nad swoim oddechem. Z przerażenia, nie byłam w stanie poruszyć, chociażby jednym palcem. Co chwila, patrzyłam na innego chłopaka, nie wiedząc, na którym skupić wzrok. Szukałam u nich najmniejszego ruchu, ale wszyscy stali, jakby na coś czekali. Wtedy, mój strach sięgnął zenitu. Na ramieniu, poczułam czyjąś dłoń, a przy uchu oddech.
– Bu – powiedział cicho, chłopak stojący za mną.
Jak na zawołanie, ponownie odzyskałam możliwość ruszania kończynami. Podskoczyłam w miejscu i to było jedyne co mogłam zrobić. Byłam otoczona i nie miałam żadnych szans, nawet na ucieczkę.
– Cz-czego chcecie? – wydusiłam z siebie drżącym głosem.
– Oh, nic takiego – odparł kpiąco, chłopak stojący najbliżej mnie.
Nagle, zza chmur wyłonił się księżyc, oświetlający swoim blaskiem twarz chłopaka. Także miał na głowie kaptur, spod którego wystawało kilka kosmyków jasnych włosów. Usta miał wykrzywione w pół-uśmiechu, co na pewno nie wskazywało nic dobrego.
Zrobiłam krok w tył, tym samym, przybliżając się do tego, który zeskoczył z drzewa. Ten, dźgnął mnie palcem w plecy, co wywołało u mnie dreszcze na całym ciele. Zostałam kompletnie sparaliżowana. Nawet jak jasno-włosy chłopak zaczął się przybliżać, nie byłam w stanie stawiać oporu.
– Nie bój się – powiedział łagodniejszym tonem, ale nawet po tych słowach, strach ani trochę się nie zmniejszył.
Wtedy, ujął moją twarz w dłonie, jakby za chwilę miał mnie pocałować. Jedną dłoń zsunął na szyję, a kciukiem drugiej gładził dolną wargę. Widziałam, że dokładnie mi się przyglądał, tak samo jak ja jemu. Cała drżałam, co na pewno nie umknęło jego uwadze.
Niespodziewanie, odsunął się ode mnie i skinął głową, co wyglądało na jakiś znak.
Spojrzałam to w prawo, to w lewo i dostrzegłam, że pozostali chłopcy zaczęli podchodzić bliżej.
– Nie zrobimy ci krzywdy, księżniczko – szepnął, ale nie brzmiało to zbyt wiarygodnie.
– Na razie... – powiedział niemal bezgłośnie ktoś inny.
Spanikowana, odwróciłam głowę w jego stronę, ale ciemne oczy zobaczyłam jedynie przez ułamek sekundy, bo zaraz potem zapadła kompletna ciemność. Poczułam mocny ucisk na ramionach i nagły niedobór tlenu. Kolana momentalnie się pode mną ugięły, a powieki opadły bez walki.

~~✦~~

Zapraszam do zakładek:
Bohaterowie
Informowani

A także na:

20 komentarzy:

  1. Omg, po pierwsze fajnie się czyta.
    Po drugie dobrze że są długie
    Po Trzecie co jest temu Danielowi? Dziwnie sie zachowuje, hmnm...
    Omg. A to na pewno były sosiki haha
    Ciekawe gdzie ją zabrali :D
    Świetny rozdział czekam na następny ;)
    @fancygrandee

    OdpowiedzUsuń
  2. O kurde zaczęło się zarąbiście i oby tak dalej, już jest jakaś zagadka... O co chodzi z Danielem? Co się stało Lauren? Pragnę następnyy rozdział! kc

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział *.*
    Czekam na kolejny ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hsujshdydhsjsus mam tyle pytań do zadania, że ja nie mogę. Czekam na nn z niecierpliwością <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystko jest takie tajemnicze, dziwne zachowanie Daniela, i ten 'napad' w parku. Po prostu świetny! Czekam na next ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. boze, to jest genialne! dopiero co zaczleam czytac a juz mi sie bardzo spodobalo. naprawde nie moge doczekac sie nexta. (:

    OdpowiedzUsuń
  7. Zakochałam się w tym ff <3
    nie umię sie doczekać następnego rozdziału :*
    Czekam na nexta i życzę weny <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Cześć. Nominowałam Cię do Libster Award, więcej tutaj: http://5sos-criminal-fanfic.blogspot.com/
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Brakuje mi normalnych akapitów, ale to chyba jedyna rzecz do której mogę się przyczepić. Jest mnóstwo tego typu opowiadań, a mimo to zawsze lubię je czytać haha, mają w sobie coś takiego co przyciąga. Nie chcę się na razie za bardzo rozpisywać, bo to dopiero pierwszy rozdział i zobaczymy jak akcja się rozwinie i co dla nas szykujesz, więc na tym skończę ;> Powiem tylko, że coś czuję, że ten związek Lauren i Dana nie pociągnie za długo jeśli on będzie się tak zachowywał ;)

    Gdybyś miała chwilkę to zapraszam na moje nowe fanfiction
    http://zarazona.blogspot.com (na razie jest tylko wstęp) ale za to na http://www.wattpad.com/66665877-zara%C5%BCona jest wstęp i prolog :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Gratulacje. Zostałaś nominowana do Liebster Award. Więcej informacji u mnie : http://www.thirteen-objectives.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. czekam na next *.*
    @maaadaaa17

    OdpowiedzUsuń
  12. Wow *.* Świetna rozdział :* Nie mogę się już doczekać dalszego ciągu c: Do następnego ! Weny :*Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie widzę na blogu linku do katalogu.
    Proszę o uzupełnienie :)
    [katalog5sos.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Link jest w kartach pod nagłówkiem. Możliwe, że nie widzisz, bo szablon może się rozjeżdżać na różnych przeglądaekach. Nowy szablon będę miała za kilka dni, ale zaraz dodam link do zakładki "Informowani + SPAM".

      Usuń
  14. Jeju, to jest takie świetne! Ty jesteś świetna! Kocham to, w tym momencie!
    Matko, jestem taka ciekawa dalszego rozwoju akcji, niesamowite...
    Aw, czekam na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam, Lizzie x

    OdpowiedzUsuń
  15. Nominowałam Cię do Liebster Award http://cos-o-calumie.blogspot.com ♥

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetne! *-* Jezu, to jest lepsze niż świetne! ♥
    http://city-of-dream-harry-styles-ff.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. Jej, potrafisz zaskoczyć człowieka :-)
    Do ostatniej chwili miałam nadzieję, że jednak nie zrobią jej krzywdy.

    http://niezlomna.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  18. Zarąbiste *.* Idę czytać kolejne rozdziały!


    http://upadekstorybyphoebe.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń